Jest ocean, jest deska, a do deski uczepiony rozbitek. Jak deska dla rozbitka, tak dla grafika ważny jest tytuł książki, której okładkę ma projektować. Jest on głównym punktem zaczepienia: od niego zaczyna się burza mózgów, pierwsze skojarzenia, gra słów. Bez tytułu ani rusz. A co, jeśli tytułów jest kilka? Pełnia szczęścia czy szaleństwo w oczach? Którą deskę złapać najpierw, gdy wkoło sama woda z rekinami?
